Wychodzi na to, że w tej redakcji od jechania po tym, co złe będę ja… bo krytykować to też trzeba umieć.
Ponadto to niebezpieczna sztuka, ale ten Gumiś jest Żelazny, więc się nada…
Ponadto to niebezpieczna sztuka, ale ten Gumiś jest Żelazny, więc się nada…
Spolszczenie made in China
Jak nie robić gier, na przykładzie Gondal.pl
W zamierzchłych czasach, w epoce DOSa łupanego, wyszła w naszym kraju nowa piąta wersja, wspaniałego programu do zarządzania plikami pod nazwą Norton Commander. Kto ma więcej niż 15 lat ten może pamięta, reszta będzie musiała uwierzyć na słowo. Piszę o nim, dlatego że to chyba wtedy po raz pierwszy pojawił się komentarz, że na język polski, to musieli go tłumaczyć Chińczycy. Bo malownicze to było tłumaczenie.
Od tamtego czasu pojawiały się, co jakiś czas kolejne spolszczenia zrobione na dalekim wschodzie, jedne gorsze, drugie lepsze. W końcu nie każdego musi śmieszyć “piechur z kopią”, trzeba wiedzieć, że co to kopia i że nie chodzi o klonowanie…
Jak nie robić gier, na przykładzie Gondal.pl
W zamierzchłych czasach, w epoce DOSa łupanego, wyszła w naszym kraju nowa piąta wersja, wspaniałego programu do zarządzania plikami pod nazwą Norton Commander. Kto ma więcej niż 15 lat ten może pamięta, reszta będzie musiała uwierzyć na słowo. Piszę o nim, dlatego że to chyba wtedy po raz pierwszy pojawił się komentarz, że na język polski, to musieli go tłumaczyć Chińczycy. Bo malownicze to było tłumaczenie.
Od tamtego czasu pojawiały się, co jakiś czas kolejne spolszczenia zrobione na dalekim wschodzie, jedne gorsze, drugie lepsze. W końcu nie każdego musi śmieszyć “piechur z kopią”, trzeba wiedzieć, że co to kopia i że nie chodzi o klonowanie…
Aż pewnego listopadowego poranka…
Surfowałem sobie po internecie, gdy niczego niespodziewającego się, nieprzygotowanego, znienacka zaatakowała mnie reklama:
Nowość: Fantastyczna gra
Ratuj twój kraj z Orków & Krasnołów
- Wybierz charakter i walc!
Ot myślę, jakaś prawdziwa nowość. Krasnołów to pewnie taki wielki myszołów, co poluje na krasnoludki miast na myszy – brzmi ciekawie. Od razu zwrócił też moją uwagę nowatorski system kreacji postaci, nie klasa i styl walki, ale charakter i walc, czyli taniec. Myślę sobie… charakter - “pożeracz serc niewieścich” i walc wiedeński będzie pasował jak ulał. Powinno być zabawnie.
Wchodzę na stronę gry: gondal.pl
“Oczekują cie kraje pełne potworami” czytam. Ot staropolszczyzną pojechali. I to chyba dwunastowieczną, bo nie bardzo rozumiem… dalej “955837 odważne wojowniki przybyły już do Gondal”… poważna sprawa prawie milion wojownicze odważniki to może dużo waga być…
Do tego ta melodyjka… dobrze, że nie pracuję w jednym pokoju z szefem, była by wtopa.
Dobra, nie zniechęcamy się, napieramy dalej – poczytam sobie historię.
Na chwilę zatrzymały mnie “ksiąszki”, nie byłem pewien, co to, jakiś artefakt pewnie, na dobre utknąłem na “narodach ludzi, wróżek i krasnołów”. Tu coś mnie tknęło i popędziłem szybko do angielskiej wersji – “humans, dwarfs and elves”, oż fak, masz swoje drapieżne ptaszyska baranie. Czyli elfy to wróżki, a krasnoludy to krasnoły… w sumie zetknąwszy się już kiedyś z tłumaczeniem Tolkiena pana Jerzego Łozińskiego powinienem być na to przygotowany, tam krasnoludy były… krzatami! Ale nie, na krasnoły, nic nie jest w stanie człowieka przygotować.
No nic myślę sobie, byłeś, tak głupi, że tu wlazłeś to brnij w to konsekwentnie. Może musieli jakoś obejść słowo zastrzeżone “krasnolud” i tak sobie poradzili. Na chwilę kursor mój zawisł nad przyciskiem przenoszącym do kolejnej strony historii… ale nie, stwierdziłem, że moje cojones grandem, nie są jednak na to dość duże. Kliknąłem raczej “Rejestrowanie”.
Imię - pyta mnie formularz. Coś odpowiedniego trzeba by… może… Goblinorzeł? Tak nada się! Jeszcze hasło, email (na terms of business to już zupełnie strach zerknąć) i wyruszamy w przygodę?
Nie… kolejny raz muszę klikać załoguj, potem jeszcze czekają dodatkowe “rubriki” i każe mi “postawić się zadaniu”. Zaczynam się gubić…
A potem robi się jeszcze straszniej – Deutsche Sprache atakuje z ekranu.
Ach te latami nabyte informatyczne umiejętności… “dalej”, “dalej”, “zatwierdź”, “zapisz” - i w bukwach i w azjatyckich krzaczkach sobie człowiek radził przecież jak trzeba było. Jakoś, więc przebrnąłem.
Tu spędzam kilka minut turlając się ze śmiechu na widok ekranu postaci: “energija życia”, “ szkoda bitwy”. Faktycznie szkoda i to nie tylko bitwy. Powala cała lista wyrazów gdzie jest połączone ę i n jak w “dołąnczyc” czy ą i n jak w “więncej”. Mamy dowód na teorię o Chińczykach tego żaden Polak nie dałby rady zrobić. Chyba, że to skarb dla scrabblistów.
Większości smaczków językowych nie jestem w stanie nawet przekazać w tym tekście, bo na przykład całego zdania będzie wymagała informacja, że broń, którą mam w plecaku ma “uszkodzenie: 1-3”, w miejsce “obrażenia: 1-3”.
Zbieram się i ruszam dalej.
Szybko znajduję kolejne miejsca, gdzie muszę przebijać się przez niemiecki, oraz inne języki: Daha çok eğitim puanı için bedel – nawet nie wiem, co to za jeden… madziarski?
Ale dobra mówię sobie, dymał jąkający się kobold kwestie językowe, biorę się za granie, może gra jest super.
I?
Ależ…
Czyżby?!
Nie!
Bogowie MMORPEGów mroczni i bezlitośni… ZA CO?
Gwiazdka idzie, a ja byłem grzeczny…
A tu ***** kolejny BiteFight!!!
Nie może być mowy o pomyłce:
wyprawy (15 minut czekania),
praca (5 godzin czekania),
walka z innymi graczami (ciach, wynik na który nie mamy wpływu, 20 minut czekania)
biedne zakupy wyposażenia,
i już.
To cała gra.
A nie!
Oczywiście jeszcze sklepik z magicznymi kryształami…
Płatnymi paypalem…
No to przynajmniej w Polsce nikt ich nie kupi. Sesesese…
Nie jest to jedyny przypadek.
Jest wiele fatalnie spolszczonych gier - ta jednak bije wszelkie rekordy.
Jest wiele tragicznych gier, które można klonować – cały czas jednak powstają kolejne kopie BiteFighta.
Nie mamy chyba szans, na Urząd Kontroli Jakości Gier czy Rzecznika Praw Gracza. Musimy się bronić sami. Na szczęście macie mmozin.pl i waszego Iron Gumisia.
Tylko w mordę kopany, niech mi ktoś proszę powie, czemu przez to coś przewija się w ostatnich tygodniach nawet do pięciu tysięcy Polaków dziennie! Dumny narodzie, czyżby umarła ostatnia nadzieja?
P.S. Dla porządku muszę jeszcze dodać, że artykuł pisało się beznadziejnie źle, co chwilę próbowała poprawiać mnie autokorekta.
