Alliance Wars    
  Numer 5 - kwiecień 2009
Portal | Strona Zinu | Forum | Rekrutacja | Ekipa    
Left 4 Dead
autor: Dantey, kategoria: Recenzje
Siedząc przed klawiaturą, spojrzałem na zegarek. Był już bardzo późny wieczór, w Rosji noc, a w Stanach jeszcze miłe popołudnie. Niemniej, mimo tych różnic, udało mi się znaleźć właśnie w tych miejscach ekipę, która pomogła mi napisać artykuł odnośnie jednej z najnowszych gier, przeznaczonych głównie do zabawy Online – Left 4 Dead. Ten tzw. Team Shooter (wybaczcie, ale jakoś nie może mi przejść przez palce sformułowanie „Drużynowa strzelanka”), niedawno zagościł na moim kompie i coś czuję, że szybko swoich kilku giga nie zwolni.
Obrazek
Left 4 Dead

Wydawcą tej gry jest dobrze znane studio Velve. Ma ono już na swoim kącie takie gry jak Half Life2 czy Portal. Obecną - Left 4 Dead, również nie zawiodło graczy. Niestety w dziedzinie gier z zombie w roli głównej, na jedną dobrą, przypada dziesiątki słabych, pospiesznych produkcji. Lecz, jak już napisałem, ta gra zalicza się do najlepszych.
Już pierwszy filmik pokazuje nam, z czym mamy do czynienia. Grupa czterech ocalałych ludzi, próbująca wydostać się z miasta, po jakiejś straszliwej zarazie, zamieniającej zwykłych ludzi w zombie. Po stronie tych dobrych (przynajmniej zasadniczo lepszych) mamy jedną nastolatkę, szefa sklepu z elektroniką, starego, lecz jak najbardziej jurnego weterana Wietnamu i faceta z typu macho, który za sam wygląd powinien dostać pięć do ośmiu lat ciężkich robót. Jako nieliczni z odpornych na wirusa, próbują się oni wydostać z miasta, szukając dla siebie bezpiecznego azylu.
Obrazek
Left 4 Dead

Gra została podzielona na cztery zróżnicowane kampanie, każda z nich ma po pięć poziomów. Wszystko utrzymane jest w konwencji mini serialu. Każdy etap posiada własny plakat filmowy, widoczny przy ładowaniu gry, a po zakończeniu każdej z kampanii, oglądamy statystyki drużyny, pojawiające się jak napisy końcowe. Pomysł udany i dobrze zrealizowany.
Gra nie polega jednak jedynie na walce z zarażonymi i ratowaniu własnego zdrowia. W trybie kontra możemy pokierować „ciemną stroną mocy” i zapolować na ocalałych. Po stronie nieumarłych stoją:
Hunter- atakujący z zaskoczenia, zabójczo szybki asasyn,
Boomer- wielki, wybuchający po zabiciu moloch,
Tank- którego niszczycielska siła pcha wciąż naprzód, bez względu na to, czy coś stoi na jego drodze,
Witch- na pierwszy rzut oka niegroźna, lecz chyba budząca największy strach, koszmarna dziewczyna, z którą nawet największy desperat nie poszedłby do kina,
Smoker- który swoim nienaturalnie długim językiem potrafi przyciągać do siebie ofiary za znacznych odległości,
Horda- czyli zmasowany atak „zwykłych” zarażonych, niosący chaos i dezorientację na polu walki, bo jak wiadomo nie od dziś, „w kupie raźniej”.
I tak, jak każdy z ocalałych pod względem uzbrojenia i umiejętności jest taki sam, tak każdy z zarażonych używa własnych, specjalnych zagrywek, do niego tylko przypisanych. Przez co cała rozgrywka obfituje w niezapomniane akcję, szczególnie, gdy gra się w sieci.
Obrazek
Left 4 Dead

Do testu, przez zupełny przypadek, udało mi się utworzyć silną grupę składającą się ze mnie (grającego Bill`em, weteranem), Rosjanina Jurija (wcielającego się w jedyną kobietę, Zoey) i dwóch Amerykanów, którzy pojawili się jako twardziel Francis i ubrany w białą koszulę z krawatem Louis. Pierwsze misje mają raczej charakter treningowy, więc początkowy scenariusz przebrnęliśmy dość gładko. Później zaczęła się zabawa. Bo jak inaczej nazwać np. obronę opuszczonego domu przed hordą, rozpędzonym tankiem i boomerem, wybuchającym na schodach, gdy po wszystkich pokojach biega Rosjanin-nastolatka, usilnie szukając choć jednej ocalałej gdzieś apteczki. A że gra obfituje w starcia z różnymi przeciwnikami jednocześnie, czasu nie ma nawet na przeładowywanie. Same miejsca, jakie odwiedzamy we wszystkich kampaniach, to świetnie stworzone, podnoszące klimat scenerie. Mamy tu szpital, metro, autostradę, kościół, most, pas startowy, lotniska, czy farmę pośród pola kukurydzy. Lokacji jest dużo więcej i każda oferuje nam inny poziom dreszczyku. Same napisy w bunkrach, wykonane przez ocalałych, wyglądają realistyczne i pomagają we wczuciu się w klimat. Zabawy dodaje fakt, że nie mamy żadnego ustalonego i pokazanego na mapie miejsca, gdzie musimy się aktualnie udać, a ta niewiedza podnosi satysfakcję z ukończonego poziomu.
Obrazek
Left 4 Dead

Od strony technicznej L4D prezentuje się równie dobrze. Dźwięki, których nasłuchujemy w tle, ostrzegają nas, przed konkretnym niebezpieczeństwem (czyt. konkretną odmianą zakażonych), a grafika stoi na wysokim poziomie. Minusem mogą być nieco zawyżone wymagania graficzne i pomniejsze bugi, których nie ustrzegła się ta produkcja. Mankamentem samej rozrywki jest też A.I. towarzyszy w trybie jednoosobowym. Uwielbiają pojawiać się nagle przed naszą lufą, prowadzić szarżę na wrogą, mimo komendy pozostania w miłym schronieniu i nigdy nie zrobią kroku przed nas, choćbyśmy ich nie wiem jak bardzo prosili.
Obrazek
Left 4 Dead

Gra, choć nie jest graficznym Assassin`s Creed`em, nie dorównuje klimatem Silent Hillowi, i na pewno nie daje takiej satysfakcji na multi jak choćby nowy CoD, to mimo wszystko jest świetna. Dlaczego? Gdyż jest nieporównywalnie od nich inna, że to tak ujmę. Co też zostało docenione. Academy of Interactive Arts & Sciences nominowało tą grę do swoich nagród w wielu kategoriach, m.in. jako najlepszą grę roku (gdzie zgarnęła najwyższą wygraną), komputerową grę roku, najlepszy multiplayer, najlepszy design, reżyserię, animację i w kategorii najbardziej innowacyjnej gry.
L4D jest więc na pewno świetną grą sieciową, przy której można spędzić wiele godzin, by odejść później od komputera i ze zdziwieniem stwierdzić, że jest już środek nocy. Podczas, gdy Jurij już pewnie musiałby wstawać do pracy, a Amerykanie dopiero kładliby się spać.
Obrazek
Left 4 Dead

Polecam tą grę każdemu, lubiącemu połączenie House of the Dead, czteroosobowego Battlefielda i filmów z serii „(…) żywych trupów”.