Ostro grinduje. Najpierw rozgrzewka. Trzeba kupić jedzenie i potiony. Krótki sparing z Młodym - tak na śniadanie. Daily quest zajmuje osiem godzin między dziewiątą a siedemnastą. Potem powrót do Guild Hall'a. Skupienie. Skille same się nie wytrenują. Klocki, rysowanie, zabawki. Trzeba wiedzieć, co do czego. Raid Leader patrzy. Na koniec jeszcze fishing (kąpiel), ostatni sparing z Młodym (kolacja) i ostre PVP w czasie usypiania. Wreszcie można pogadać z Raid Leaderem jak z człowiekiem. Trochę relaksu - może jakiś film? Jest 22:00, czasem 23:00. Gildia śpi. Wreszcie mogę spokojnie pograć.
Jestem ojcem, co nie znaczy, że zgrzybiałym starcem. Mam niewiele więcej lat niż standardowy student. Jeszcze pamiętam ostre balangowanie. Granie po nocach i rzadkie wizyty w domu. Teraz trochę się pozmieniało. Mam dzieci i trzeba się zachowywać jak dorosły. Nie tak dawno zdarzało się bym przesiedział nad grą dwanaście godzin. Teraz, jeżeli mogę sobie pozwolić na trzy, to się nazywa dobry dzień. Nieszczęście polega na tym, że moją ulubioną rozrywką są gry MMO - największe pożeracze czasu znane ludzkości. Jak sobie z tym poradzić? Czy w ogóle da się grać?
Pojawienie się dzieci w życiu każdego gracza, to czas zmian. Jak zmienia się praktycznie całe życie, tak muszą się zmienić nasze nawyki dotyczące gier. Wcześniej dało się dogadać z naszą drugą połówką i ustalić ile czasu można bez problemu poświęcić na "bezczynne" ślęczenie przed komputerem. Teraz te ustalenia można wyrzucić do kosza. Małe potworki wymagają ciągłej uwagi od momentu, kiedy otworzą oczy, do chwili, kiedy zapadną w sen. Tak na prawdę to nawet to nie jest koniec. Dziecko budzi się w nocy, czasami jest chore i wymaga jeszcze więcej uwagi, ma różne humory, które czasami objawiają się niemożliwością uśpienia przed drugą w nocy. Gdzie tu czas na rozrywkę? Z mojej obserwacji i praktyki wynika, że granie w MMOGi jest jeszcze bardziej utrudnione niż w jakiekolwiek inne gry. W single-playerach zawsze jest pauza. W grach sieciowych jak Counter-Strike zawsze można przeczekać jedną "turę", a nawet, jeżeli jest się w środku rozgrywki, to wiadomo, że skończy się ona za kilka-kilkanaście minut i będzie można zrobić przerwę. Wszyscy znamy instancje, których ukończenie zajmuje od kilkudziesięciu minut do kilku godzin. W mniejszych instancjach zwykle da się na chwilę przystanąć i zrobić krótką przerwę, ale nikt nie lubi graczy, którzy co chwila ogłaszają pauzę i znikają na Bóg wie ile czasu. Tylko od wyrozumiałości współgraczy zależy czy w ogóle uda nam się w miarę przyjemnie pograć. Są również sytuacje, kiedy odejście od komputera jest praktycznie niemożliwe. Albo gramy, albo nie gramy. Nie ma ułatwień.
Jako grający ojciec/matka nierzadko jesteśmy skazani na swoistą nijakość. Nie jesteśmy w stanie zainwestować wystarczająco dużej ilości czasu w rozwijanie naszej pozycji w gildii. Nie możemy sobie pozwolić na wielogodzinne przemierzanie instancji ani ciągnące się w nieskończoność bitwy z innymi graczami. Musimy radzić sobie inaczej. Kluczem jest tutaj wybieranie fragmentów gry, które jesteśmy w stanie ukończyć w mocno ograniczonym czasie. Pojedynczy quest, polowanie na jednego silnego potwora czy krótka wizyta w battlegroundzie to rozsądny wybór. Dobrze również wybierać takie miejsca, w których możemy przystanąć i zostawić naszą postać bez opieki bez wielkiego ryzyka zostania pożartym. Wyraźnie widać, że raczej nie ma tu miejsca na heroiczne czyny i polowanie na najrzadsze artefakty. Jeżeli jakiś przedmiot wypada tylko raz na dwieście czy trzysta przypadków, a to przecież nie tak rzadko, możemy spokojnie założyć, że jeżeli nie będziemy mieć niesamowitego szczęścia to jego pozyskanie zajmie nam tygodnie lub miesiące. Chyba nikt nie jest tak cierpliwy.
Druga sprawa to godziny, w jakich jesteśmy w stanie uczestniczyć w grze. Z tego, co zauważyłem, są dwie szkoły postępowania. Granie późną nocą, albo bardzo wczesnym rankiem. Ranne ptaszki grają w okolicach piątej, szóstej rano. Raczej ciężko wtedy złożyć grupę, no chyba, że trafi się na, podobnych nam, porannych graczy. Sowy grają po dziesiątej wieczorem lub jeszcze później, czyli wtedy, kiedy "zwykli" gracze właśnie kończą raidy i zaczynają zastanawiać się, czy jeszcze trochę pograć, czy już zakończyć dzień i zająć się jakimiś cichymi domowymi sprawami. Jedno jest pewne. Ani jedna ani druga grupa za bardzo się nie wysypia. Pomocą w samotności jest poszukiwanie społeczności/gildii, w których przeważają starsi gracze. Tam wszyscy jadą mniej więcej na tym samym wózku. Takie gildie zwykle nie są nastawione na wielkie osiągnięcia. Ich członkowie po prostu chcą miło spędzić wieczór, porozmawiać sobie i nie przejmować się właściwie niczym. Zapomnijcie o raidach w najtrudniejszych instancjach i ciśnieniu na "progress". Hej! Ale przynajmniej nie jesteśmy sami. Nasi znajomi zdobywają poziomy równie wolno jak my, więc nawet nie czujemy się z tym głupio.
Gry MMO znane są z tego, że zajmują masę czasu. Dodatkowo, jeżeli płacimy co miesiąc tych kilkadziesiąt złotych czujemy, że jeżeli gramy ledwie kilka godzin w tygodniu to tracimy ciężko zarobione pieniądze.
Pojawienie się dzieci w życiu każdego gracza, to czas zmian. Jak zmienia się praktycznie całe życie, tak muszą się zmienić nasze nawyki dotyczące gier. Wcześniej dało się dogadać z naszą drugą połówką i ustalić ile czasu można bez problemu poświęcić na "bezczynne" ślęczenie przed komputerem. Teraz te ustalenia można wyrzucić do kosza. Małe potworki wymagają ciągłej uwagi od momentu, kiedy otworzą oczy, do chwili, kiedy zapadną w sen. Tak na prawdę to nawet to nie jest koniec. Dziecko budzi się w nocy, czasami jest chore i wymaga jeszcze więcej uwagi, ma różne humory, które czasami objawiają się niemożliwością uśpienia przed drugą w nocy. Gdzie tu czas na rozrywkę? Z mojej obserwacji i praktyki wynika, że granie w MMOGi jest jeszcze bardziej utrudnione niż w jakiekolwiek inne gry. W single-playerach zawsze jest pauza. W grach sieciowych jak Counter-Strike zawsze można przeczekać jedną "turę", a nawet, jeżeli jest się w środku rozgrywki, to wiadomo, że skończy się ona za kilka-kilkanaście minut i będzie można zrobić przerwę. Wszyscy znamy instancje, których ukończenie zajmuje od kilkudziesięciu minut do kilku godzin. W mniejszych instancjach zwykle da się na chwilę przystanąć i zrobić krótką przerwę, ale nikt nie lubi graczy, którzy co chwila ogłaszają pauzę i znikają na Bóg wie ile czasu. Tylko od wyrozumiałości współgraczy zależy czy w ogóle uda nam się w miarę przyjemnie pograć. Są również sytuacje, kiedy odejście od komputera jest praktycznie niemożliwe. Albo gramy, albo nie gramy. Nie ma ułatwień.
Jako grający ojciec/matka nierzadko jesteśmy skazani na swoistą nijakość. Nie jesteśmy w stanie zainwestować wystarczająco dużej ilości czasu w rozwijanie naszej pozycji w gildii. Nie możemy sobie pozwolić na wielogodzinne przemierzanie instancji ani ciągnące się w nieskończoność bitwy z innymi graczami. Musimy radzić sobie inaczej. Kluczem jest tutaj wybieranie fragmentów gry, które jesteśmy w stanie ukończyć w mocno ograniczonym czasie. Pojedynczy quest, polowanie na jednego silnego potwora czy krótka wizyta w battlegroundzie to rozsądny wybór. Dobrze również wybierać takie miejsca, w których możemy przystanąć i zostawić naszą postać bez opieki bez wielkiego ryzyka zostania pożartym. Wyraźnie widać, że raczej nie ma tu miejsca na heroiczne czyny i polowanie na najrzadsze artefakty. Jeżeli jakiś przedmiot wypada tylko raz na dwieście czy trzysta przypadków, a to przecież nie tak rzadko, możemy spokojnie założyć, że jeżeli nie będziemy mieć niesamowitego szczęścia to jego pozyskanie zajmie nam tygodnie lub miesiące. Chyba nikt nie jest tak cierpliwy.
Druga sprawa to godziny, w jakich jesteśmy w stanie uczestniczyć w grze. Z tego, co zauważyłem, są dwie szkoły postępowania. Granie późną nocą, albo bardzo wczesnym rankiem. Ranne ptaszki grają w okolicach piątej, szóstej rano. Raczej ciężko wtedy złożyć grupę, no chyba, że trafi się na, podobnych nam, porannych graczy. Sowy grają po dziesiątej wieczorem lub jeszcze później, czyli wtedy, kiedy "zwykli" gracze właśnie kończą raidy i zaczynają zastanawiać się, czy jeszcze trochę pograć, czy już zakończyć dzień i zająć się jakimiś cichymi domowymi sprawami. Jedno jest pewne. Ani jedna ani druga grupa za bardzo się nie wysypia. Pomocą w samotności jest poszukiwanie społeczności/gildii, w których przeważają starsi gracze. Tam wszyscy jadą mniej więcej na tym samym wózku. Takie gildie zwykle nie są nastawione na wielkie osiągnięcia. Ich członkowie po prostu chcą miło spędzić wieczór, porozmawiać sobie i nie przejmować się właściwie niczym. Zapomnijcie o raidach w najtrudniejszych instancjach i ciśnieniu na "progress". Hej! Ale przynajmniej nie jesteśmy sami. Nasi znajomi zdobywają poziomy równie wolno jak my, więc nawet nie czujemy się z tym głupio.
Gry MMO znane są z tego, że zajmują masę czasu. Dodatkowo, jeżeli płacimy co miesiąc tych kilkadziesiąt złotych czujemy, że jeżeli gramy ledwie kilka godzin w tygodniu to tracimy ciężko zarobione pieniądze.
W przypadku innych gier, nie ma problemu, jeżeli zagramy sobie zaledwie jeden czy dwa razy w weekend. Nie czujemy się stratni. Pewnie pro-gamerem nie zostaniemy, ale przyjemność jest. Jeżeli przyjęlibyśmy taki sam model rozgrywki w grze MMO rozwijanie postaci boleśnie by się dłużyło, a nasi koledzy i koleżanki z gildii prawdopodobnie nawet by nas nie rozpoznawali. Niewiele pojedynczych zadań w MMO przynosi wielką satysfakcję. Dopiero całościowy proces rozwoju postaci jest zarówno główną czynnością jak i celem rozgrywki. Niektórzy z was zarzucą mi zbytnie zwracanie uwagi na "cyferki". Jestem jak najdalszy od tego. Społeczne aspekty gier MMO są dla mnie równie ważne, jeżeli nie ważniejsze, niż samo granie, ale nie rozwijając postaci wystarczająco szybko, zmniejszamy ilość satysfakcjonujących interakcji, jakie możemy podjąć z innymi graczami. Większość istniejących gier opiera się na poziomowym systemie rozwoju postaci. Jeżeli nasz poziom jest znacząco wyższy lub niższy od poziomu naszych kolegów dość trudno jest grać razem. Bardzo niewiele gier oferuje mechanizmy pozwalające na współpracę awatarów na różnych poziomach.
Większość młodych rodziców-graczy ma nadzieję, że za kilka lat wszystko się trochę wyprostuje. Dzieci nie będą wymagały aż tyle uwagi, a może z czasem uda się je zarazić bakcylem komputerowych rozrywek i wspólne granie stanie się ważnym elementem wspólnego życia. Pewnie znów będzie to wymagało pewnych wyrzeczeń, bo nie jestem pewien, czy chciałbym, żeby mój kilkuletni syn bezmyślnie wyżynał hordy potworów (raid leader na pewno by nie chciał). Przynajmniej w czasie tego przejściowego okresu, będziemy musieli przesiąść się z "poważnych" gier na dziecięce zabawki takie jak Wizard 101 czy inne Flyff'y. Jest jednak spora szansa, że ten wysiłek się opłaci.
Średni wiek gracza stale rośnie. W USA jest to już około 30 lat. U nas pewnie jest on trochę niższy, ponieważ zarówno komputeryzacja jak i rozwój Internetu w Polsce nadszedł ze sporym opóźnieniem. Oznacza to, że coraz więcej jest graczy, którzy mają na głowie rodzinę, dzieci i całą resztę "dorosłego" życia. Większość deweloperów gier nadal zachowuje się, jakby tworzyli swoje produkty dla młodej publiczności z nieograniczoną ilością wolnego czasu, ale to również powoli się zmienia. Coraz większy nacisk kładzie się na rozwój gier przystosowanych do bardziej rozluźnionej rozgrywki. Pozwala to zarówno na łatwiejszą konsumpcję dla graczy z mniejszą ilością czasu jak i na łatwiejszą kontrolę rodziców nad czasem spędzonym przez dzieci w wirtualnych światach. Z drugiej strony jednak można zarzucić upraszczanie rozgrywki i zmniejszającą się ilość treści dla hardcore'owych graczy. Ten trend będzie, według mnie, coraz bardziej widoczny w najbliższych latach. Przemysł idzie tam, gdzie są pieniądze, a to właśnie starsi gracze mają nieporównywalnie większą moc nabywczą, niż najbardziej zatwardziali młodzi raiderzy. Proces transformacji nie będzie oczywiście bezbolesny. Nie obejdzie się bez krzyków, płaczu i rozpaczliwych postów na forach internetowych i blogach. Prawdopodobnie będzie to jednostronna dyskusja, bo fora okupowane są głównie przez młodych, bardzo wyszczekanych graczy, których dojrzalsza publiczność nie traktuje specjalnie poważnie. Zresztą większość krytycznych opinii jest dość łatwo zbywalna. Wystarczy popatrzeć na ilości subskrypcji różnych gier MMO oraz ilość użytkowników w grach bez abonamentu. Najpopularniejsze są te gry, które są przyjazne rodzinnemu graniu. Pomijając raidy, World of Warcraft daje się "przejść" solo, w dziwnych godzinach i grając ledwie godzinę dziennie. Oczywiście zajmie to kupę czasu i pewnie nie zobaczy się sporej części przygotowanych przyjemności, ale to nie odstraszy wygłodniałych graczy. Podobnie jest z Lord of The Rings Online, Everquest 2, Guild Wars czy City of Heroes/Villains. Wszystkie te gry ułatwiają życie niedzielnym graczom.
Moi drodzy, młodzi gracze. Miejcie więcej wyrozumiałości dla dziwnych ludzi, którzy co chwila ogłaszają przerwę w graniu. W końcu jesteśmy rodzicami małych potworków, które już za parę lat skopią wam tyłki w dowolnej grze. Moi mili towarzysze niedoli, nie łamcie się. Dzieciaki w końcu się wyprowadzą.
Większość młodych rodziców-graczy ma nadzieję, że za kilka lat wszystko się trochę wyprostuje. Dzieci nie będą wymagały aż tyle uwagi, a może z czasem uda się je zarazić bakcylem komputerowych rozrywek i wspólne granie stanie się ważnym elementem wspólnego życia. Pewnie znów będzie to wymagało pewnych wyrzeczeń, bo nie jestem pewien, czy chciałbym, żeby mój kilkuletni syn bezmyślnie wyżynał hordy potworów (raid leader na pewno by nie chciał). Przynajmniej w czasie tego przejściowego okresu, będziemy musieli przesiąść się z "poważnych" gier na dziecięce zabawki takie jak Wizard 101 czy inne Flyff'y. Jest jednak spora szansa, że ten wysiłek się opłaci.
Średni wiek gracza stale rośnie. W USA jest to już około 30 lat. U nas pewnie jest on trochę niższy, ponieważ zarówno komputeryzacja jak i rozwój Internetu w Polsce nadszedł ze sporym opóźnieniem. Oznacza to, że coraz więcej jest graczy, którzy mają na głowie rodzinę, dzieci i całą resztę "dorosłego" życia. Większość deweloperów gier nadal zachowuje się, jakby tworzyli swoje produkty dla młodej publiczności z nieograniczoną ilością wolnego czasu, ale to również powoli się zmienia. Coraz większy nacisk kładzie się na rozwój gier przystosowanych do bardziej rozluźnionej rozgrywki. Pozwala to zarówno na łatwiejszą konsumpcję dla graczy z mniejszą ilością czasu jak i na łatwiejszą kontrolę rodziców nad czasem spędzonym przez dzieci w wirtualnych światach. Z drugiej strony jednak można zarzucić upraszczanie rozgrywki i zmniejszającą się ilość treści dla hardcore'owych graczy. Ten trend będzie, według mnie, coraz bardziej widoczny w najbliższych latach. Przemysł idzie tam, gdzie są pieniądze, a to właśnie starsi gracze mają nieporównywalnie większą moc nabywczą, niż najbardziej zatwardziali młodzi raiderzy. Proces transformacji nie będzie oczywiście bezbolesny. Nie obejdzie się bez krzyków, płaczu i rozpaczliwych postów na forach internetowych i blogach. Prawdopodobnie będzie to jednostronna dyskusja, bo fora okupowane są głównie przez młodych, bardzo wyszczekanych graczy, których dojrzalsza publiczność nie traktuje specjalnie poważnie. Zresztą większość krytycznych opinii jest dość łatwo zbywalna. Wystarczy popatrzeć na ilości subskrypcji różnych gier MMO oraz ilość użytkowników w grach bez abonamentu. Najpopularniejsze są te gry, które są przyjazne rodzinnemu graniu. Pomijając raidy, World of Warcraft daje się "przejść" solo, w dziwnych godzinach i grając ledwie godzinę dziennie. Oczywiście zajmie to kupę czasu i pewnie nie zobaczy się sporej części przygotowanych przyjemności, ale to nie odstraszy wygłodniałych graczy. Podobnie jest z Lord of The Rings Online, Everquest 2, Guild Wars czy City of Heroes/Villains. Wszystkie te gry ułatwiają życie niedzielnym graczom.
Moi drodzy, młodzi gracze. Miejcie więcej wyrozumiałości dla dziwnych ludzi, którzy co chwila ogłaszają przerwę w graniu. W końcu jesteśmy rodzicami małych potworków, które już za parę lat skopią wam tyłki w dowolnej grze. Moi mili towarzysze niedoli, nie łamcie się. Dzieciaki w końcu się wyprowadzą.
