Czarna Kompania
Moim ulubionym podgatunkiem Fantastyki jest Dark Fantasy. Jest to taki gatunek Fantastyki, w którym nie zawsze wszystko kończy się dobrze, świat jest szary i brudny, a bohaterowie często są dwuznaczni moralnie, to tego gatunku zaliczają się książki z serii Conan, Warhammer czy Wiedźmin, na pewno wszyscy o nich słyszeli, jednakże nie są to moje ulubione powieści…
Moim ulubionym podgatunkiem Fantastyki jest Dark Fantasy. Jest to taki gatunek Fantastyki, w którym nie zawsze wszystko kończy się dobrze, świat jest szary i brudny, a bohaterowie często są dwuznaczni moralnie, to tego gatunku zaliczają się książki z serii Conan, Warhammer czy Wiedźmin, na pewno wszyscy o nich słyszeli, jednakże nie są to moje ulubione powieści…
Moją ulubioną serią Dark Fantasy jest Czarna Kompania autorstwa Gleena Cooka. W jej skład wchodzi dziesięć tytułów – Czarna Kompania, Cień w Ukryciu, Biała Róża, Srebrny Grot, Gry Cienia, Sny o Stali, Ponure Lata, A imię jej Ciemność, Woda Śpi oraz Żołnierze Żyją. Książki opowiadają o przygodach Czarnej Kompanii – ostatniej z Wolnych Kompanii Khatovaru, bandzie najemników, która walczy dla tego, kto dobrze zapłaci. Pierwszy Tom przygód – „Czarna Kompania” – zanosi nas do Berylu. Tam witą nas Konował, Kronikarz oraz Doktor należący do Czarnej Kompani, od razu niszczy nasza wizję grupy rycerzy w lśniących zbrojach. Nim jednak przejdę do opisu fabuły muszę nadmienić jedną rzecz, otóż, to co czytamy nie jest typową książka, jest ona pisana w specyficzny sposób, niczym pamiętnik. Dostajemy do ręki Kroniki spisane przez Konowała (i przez kolejnych kronikarzy), czytamy o wydarzeniach widzianych ich oczyma, mamy do czynienia z ich przemyśleniami. Konował ma duszę poety i często ubarwia pisane przez siebie wydarzenia, sam o tym nawet wspomina. Naprawdę czytając „Czarną Kompanię” mamy wrażenie, że czytamy dziennik jakiegoś żołnierza, i że to faktycznie się kiedyś wydarzyło – oczywiście najpierw musimy wyłączyć zdrowy rozsądek.

Świat „Czarnej Kompanii” jest naprawdę wielki. Oczywiście odkrywamy go stopniowo, z każdą kolejną przeczytaną książką. Przez dziesięć kolejnych tomów Kronik, przechodzimy z Dalekiej Północy na Południowe Obrzeże świata. Zacznijmy od początku, mimo że mamy do czynienia z książką Fantasy, nie spotkamy tu ras innych niż Ludzie... no mamy np. Folvarke czy Impy, ale są one niezwykle rzadko spotykane, głównym gatunkiem jest człowiek. Magia jest obecna w Świecie, lecz jest ona wyjątkowa, a Magowie zwykle są bardzo potężni i żyją długo (Magowie w Czarnej Kompanii mają grubo ponad sto lat – a są bardziej kuglarzami niż magami), do tego Maga można zabić tylko na parę sposobów. Chociażby spalić go na stosie a jego prochy rozsiać na wietrze albo poćwiartować i nakarmić nim ryby lub poznać najskrytszą tajemnice każdego maga… Jego imię.

Apropos imion, bardzo fajnie rozwiązano ten problem, w książce nie ma typowych imion, bardziej mamy „przezwiska”, którymi każdy się posługuje i tak w „Czarnej Kompanii” mamy Milczka, Jedno Okiego, Konowała, Kruka czy Astmatyka, wśród Dziesięciu Których Schwytano mamy Władczynie Burz, Duszołapa, Wisielca czy Kulawca. Tak samo potępiono z nazwami miast i miejscowości – Urok, Wiosło, Koń, Kraina Kurhanów czy Beryl. Sami przyznacie, że te nazwy i imiona brzmią swojsko, i tak właśnie czyta się całą serię, wszystko jest swojskie, prawie że Polskie. Książkę czyta się naprawdę lekko, mimo że jest niezwykle poważna, no i przede wszystkim, nie jest to lektura przeznaczona dla dzieci. „Czarna Kompania” jest stricte dla dorosłych, mamy w niej wulgaryzmy i zdarzenia, które dzieci i młodzież nie powinny czytać, przykład? „Za takie coś i dwa miedziaki mogą ci obrobić miejskie kurwy” albo „Szczelina jest ciasna jak cipa dziewicy”. Kolejna sprawa to ta, że Czarna Kompania nie jest wzorem prawości. Kto się do niej dołącza? Ci co uciekli z domu, przestępcy ścigani przez prawo albo ci co już nic w życiu nie mają.

Kącik Literacki
Świat „Czarnej Kompanii” jest naprawdę wielki. Oczywiście odkrywamy go stopniowo, z każdą kolejną przeczytaną książką. Przez dziesięć kolejnych tomów Kronik, przechodzimy z Dalekiej Północy na Południowe Obrzeże świata. Zacznijmy od początku, mimo że mamy do czynienia z książką Fantasy, nie spotkamy tu ras innych niż Ludzie... no mamy np. Folvarke czy Impy, ale są one niezwykle rzadko spotykane, głównym gatunkiem jest człowiek. Magia jest obecna w Świecie, lecz jest ona wyjątkowa, a Magowie zwykle są bardzo potężni i żyją długo (Magowie w Czarnej Kompanii mają grubo ponad sto lat – a są bardziej kuglarzami niż magami), do tego Maga można zabić tylko na parę sposobów. Chociażby spalić go na stosie a jego prochy rozsiać na wietrze albo poćwiartować i nakarmić nim ryby lub poznać najskrytszą tajemnice każdego maga… Jego imię.

Kącik Literacki
Apropos imion, bardzo fajnie rozwiązano ten problem, w książce nie ma typowych imion, bardziej mamy „przezwiska”, którymi każdy się posługuje i tak w „Czarnej Kompanii” mamy Milczka, Jedno Okiego, Konowała, Kruka czy Astmatyka, wśród Dziesięciu Których Schwytano mamy Władczynie Burz, Duszołapa, Wisielca czy Kulawca. Tak samo potępiono z nazwami miast i miejscowości – Urok, Wiosło, Koń, Kraina Kurhanów czy Beryl. Sami przyznacie, że te nazwy i imiona brzmią swojsko, i tak właśnie czyta się całą serię, wszystko jest swojskie, prawie że Polskie. Książkę czyta się naprawdę lekko, mimo że jest niezwykle poważna, no i przede wszystkim, nie jest to lektura przeznaczona dla dzieci. „Czarna Kompania” jest stricte dla dorosłych, mamy w niej wulgaryzmy i zdarzenia, które dzieci i młodzież nie powinny czytać, przykład? „Za takie coś i dwa miedziaki mogą ci obrobić miejskie kurwy” albo „Szczelina jest ciasna jak cipa dziewicy”. Kolejna sprawa to ta, że Czarna Kompania nie jest wzorem prawości. Kto się do niej dołącza? Ci co uciekli z domu, przestępcy ścigani przez prawo albo ci co już nic w życiu nie mają.
Tam nie pyta się o przeszłość, gdy dołączasz do kompanii, zostawiasz przeszłość za sobą, lecz nie tak łatwo zmienić własny charakter. Mało tego, Czarna Kompania zostaje zwerbowana, uwaga, przez Imperium Zła! Tak, ma zdławić rebelie dla złej i parszywej Pani, władczyni Imperium Północy. Pamiętam jeden rozdział, w którym najemnicy, całkiem przypadkiem, trafiają na obóz Rebeliantów, w tymże obozie stacjonowały Amazonki (Kobiety Wojowniczki). Czarna Kompania, używając podstępu zaatakowała, a potem dała „ulżyć” wszystkim żołnierzom, gwałcąc Amazonki i podpalając budynki, a gdy skończyli już zabawę, zebrali je na placu i wykonali egzekucje – tak jak mówiłem, to nie jest książka dla dzieci. Mało? A co powiecie na handel zwłokami? Krwawe rytuały ku czci Bogini? Zjadanie ciał wrogów? Tak moi mili, to właśnie jest Czarna Kompania. Warto jeszcze dodać, że w powieści Gleena Cooka nie ma kolorów czerni ani bieli, jest tylko szarość, tam nie ma podziału na dobro i zło, doskonale nadaje się tutaj pewien cytat, w którym to Pani zwraca się do Konowała: „Zło jest pojęciem względnym, kronikarzu. Nie można zawiesić na nim wywieszki. Nie można go dotknąć, posmakować czy ciąć go mieczem. Gdzie jest zło, zależy od tego, w którym miejscu stoisz, wskazując oskarżycielskim palcem.” – piękne słowa, nie uważacie?

Nie będę ukrywał, pierwsze trzy tomy są najlepsze, do dziś się zastanawiam, który tom jest moim ulubionym, Czarna Kompania czy Cień w Ukryciu. Biała Róża też nie jest zła, lecz później Czarna Kompania opuszcza Imperium Północy i rusza na południe, owszem księgi Południa nie są złe, ale to już nie to samo, a jak Kronikarzem zostaje Murgen to coś się zmienia... I to już nie to samo. Widać wyraźną zmianę w stylu pisania no i książka traci ten swój swojski klimat gdyż im dalej na południe tym imiona i nazwy miast robią się bardziej obce - Rashida Dar, Mogaba, Sindave, Targios czy Dejagore – już nie brzmią tak swojsko.

Przez książkę przewija się masa postaci, chyba tylko sześć z nich pojawia się we wszystkich tomach, mogę się mylić, ale chyba to Otto, Haggop, Goblin, Jedno Oki, Konował i Pani. Oni pojawiają się w każdej książce, a przynajmniej jest o nich wzmianka. Przez dziesięć tomów przewija się masa postaci, które wzbudzają naszą sympatie, niestety większość ludzi, która zadaje się z czarną kompanią ginie, rzadko kiedy śmiercią naturalną, jak to często wspomina Konował. Kompanie można opuścić tylko jednym sposobem, nogami do przodu, ta reguła tyczy się też wrogów kompanii, oni też zwykle kończą pod ziemią. Jest to czasami nieprzyjemne, gdy twój ulubiony bohater ginie w środku opowiadania... no ale trzeba się do tego przyzwyczaić, taka jest właśnie ta seria.
Kupiłem tą książkę jak jechałem na zieloną szkołę w podstawówce (wtedy było 8 klas, wiec wcale nie byłem za młody) i gdy przeczytałem „Czarną Kompanię” pokochałem czytać. Tą serię w mojej rodzinie przeczytali już chyba wszyscy, włączając w to Rodziców i Babcię. I nikt z nich nie poprzestał na pierwszym tomie, dlatego jeśli masz ochotę na porządny kawał Dark Fantasy, nie wahaj się, tylko leć do księgarni po Czarną Kompanię, zwłaszcza że Gleen Cook ponoć pracuje nad kolejnymi książkami z tej serii.

Kącik Literacki
Nie będę ukrywał, pierwsze trzy tomy są najlepsze, do dziś się zastanawiam, który tom jest moim ulubionym, Czarna Kompania czy Cień w Ukryciu. Biała Róża też nie jest zła, lecz później Czarna Kompania opuszcza Imperium Północy i rusza na południe, owszem księgi Południa nie są złe, ale to już nie to samo, a jak Kronikarzem zostaje Murgen to coś się zmienia... I to już nie to samo. Widać wyraźną zmianę w stylu pisania no i książka traci ten swój swojski klimat gdyż im dalej na południe tym imiona i nazwy miast robią się bardziej obce - Rashida Dar, Mogaba, Sindave, Targios czy Dejagore – już nie brzmią tak swojsko.

Kącik Literacki
Przez książkę przewija się masa postaci, chyba tylko sześć z nich pojawia się we wszystkich tomach, mogę się mylić, ale chyba to Otto, Haggop, Goblin, Jedno Oki, Konował i Pani. Oni pojawiają się w każdej książce, a przynajmniej jest o nich wzmianka. Przez dziesięć tomów przewija się masa postaci, które wzbudzają naszą sympatie, niestety większość ludzi, która zadaje się z czarną kompanią ginie, rzadko kiedy śmiercią naturalną, jak to często wspomina Konował. Kompanie można opuścić tylko jednym sposobem, nogami do przodu, ta reguła tyczy się też wrogów kompanii, oni też zwykle kończą pod ziemią. Jest to czasami nieprzyjemne, gdy twój ulubiony bohater ginie w środku opowiadania... no ale trzeba się do tego przyzwyczaić, taka jest właśnie ta seria.
Kupiłem tą książkę jak jechałem na zieloną szkołę w podstawówce (wtedy było 8 klas, wiec wcale nie byłem za młody) i gdy przeczytałem „Czarną Kompanię” pokochałem czytać. Tą serię w mojej rodzinie przeczytali już chyba wszyscy, włączając w to Rodziców i Babcię. I nikt z nich nie poprzestał na pierwszym tomie, dlatego jeśli masz ochotę na porządny kawał Dark Fantasy, nie wahaj się, tylko leć do księgarni po Czarną Kompanię, zwłaszcza że Gleen Cook ponoć pracuje nad kolejnymi książkami z tej serii.
