Alliance Wars    
  Numer 7 - wrzesień 2009
Portal | Strona Zinu | Forum | Rekrutacja | Ekipa    
Opowiadanie Gwiezdny wędrowięc cz.4
autor: Aderek, kategoria: Inne

Spełnione marzenie


Czas- 18 minut
Kurs- planeta Ymmak
Zawartość ładowni- brak danych
Załoga- człowiek
Stan statku- Wszystkie systemy sprawne. Do celu - 3 godziny.

***

Czas- 14 minut
Alarm. Wszystkie systemy w pogotowiu. Wykryto trzy wrogie statki. Otworzyły
ogień.

***

Czas- 5 minut
Kurs- nie do określenia.
Cel- namierzony...zniszczony.
Stan statku- uszkodzony w 60%, generatory na pełnej mocy.

***

Czas- 0.9 sekundy
Stan statku- uszkodzony w 92%, generatory przegrzane.
Uzupełnienie- dwa wrogie statki zniszczone.

***

Czas- 0.5 sekundy
"Jakaś droga za miastem...
-Wspaniały wieczór. Będzie świetna widoczność.
-Nie śpieszcie się tak, noc jest długa.
-Za jakieś trzy minuty będziemy na miejscu. Uważaj żebyś znów nie wyrżnął
się z tym statywem.
-I bez teleskopu będzie widać.
-Nie wiem jak wy, ale ja nie mam zamiaru składać się na nowy... Zapomniałem
imiona? A obiecałem.

Pamiętam ten wysoki wał, w dole rzeka a w oddali widać miasto. To tu się
wszystko zaczęło.

-Dobra ludzie, rozkładamy sprzęt.

-Wziąłeś gazetę?

-Tak, ale trochę się zmientoliła w plecaku.

Coś się miało wydarzyć, ale nie pamiętam co.

-Ile trzeba jeszcze czekać?

Czyj to wspaniały głos? Na Boga, widzę... widzę tę piękną twarz, ale
zapomniałem jak ona miała na imię, a przecież obiecałem.

-Już niedługo...

-O czym marzysz?

Pamiętam, że moje marzenie było już od dawna ukształtowane, ale mimo to
zastanawiałem się jakiś czas zanim odpowiedziałem

-Nawet nie pytaj. Moje marzenie i tak się nie spełni. Za krótko żyjemy abym
mógł doczekać... E, nie mówmy o tym. A jak ci idą studia we... Chociaż nie,
nie mówmy dzisiaj o szkole, taki wspaniały wieczór... Będzie świetnie widać.

-Mam nadzieję, że będzie widać, w końcu po to tu z wami przyszłam.

Odeszła tylko na chwilę, ktoś ustawił teleskop na M31, a marzenie, pamiętam,
wróciło jak zły sen, wyjąłem kartkę i długopis z plecaka i napisałem :"Jeśli
przeżyję ten skok, przekażcie tę kartkę moim rodzicom. Moją jedyną prośbą
jest aby
poddano mnie hibernacji do czasu, gdy loty między gwiezdne będą już
codziennością, tak jak dziś połączenia lotnicze. Kocham was wszystkich.
Nigdy was nie zapomnę." Tak, pamiętam, w tedy to się stało.

-Patrzcie, są. Widać!

Podszedłem do niej, dałem jej tę przeklętą kartkę i rzuciłem się w
przyszłość.

-Co to jest? Stój! Nie wygłupiaj się! Łapcie go!

Ruszyli za mną, ale nie zdążyli. Skoczyłem z zapory... przeżyłem. Później
długie tygodnie w szpitalu, prośby i groźby. Nie ustąpiłem.

-Co cię napadło? Jak tylko wyzdrowiejesz wrócisz do domu. Koledzy czekają
przed drzwiami.

Mamo, jak ja cię kocham, ale ty kochałaś mnie bardziej i zgodziłaś się.
Później tylko sny- hibernacja."

***

Czas- 0.3 sekundy
"-Jak się pan czuje? Długo był pan w stanie hibernacji
-Świetnie, który teraz wiek? 21? 22? Nie? To który?
-Jakby to panu powiedzieć... jest pan aktualnie na planecie Ambor.

-Świetnie, ale który teraz wiek? Chcę wiedzieć.

-Bardzo długo był pan w stanie uśpienia, dopiero kilka miesięcy temu
znaleziono pana wraz z innymi w opuszczonym podziemnym schronie na Ziemi. Z
danych umieszczonych w pańskiej komorze hibernacyjnej wynika, że pierwszy
proces trwał
20 lat, następny 60, ciągle znajdowano nowe metody hibernowania, następny
300 lat, a ostatni do chwili obecnej. Proszę nic nie mówić, wiem, że został
pan oszukany. Otrzyma pan sowitą zapłatę. Starczy panu na dom w jakiejś
bazie, na jakiś
mały prom. Ale wcześniej musi pan przejść dwu letnie szkolenie- nie ukończył
pan studiów na Ziemi.

-Tak, zgadza się, przypominam sobie. Czy mam rozumieć, że wrócę na studia?

-Coś w tym rodzaju. Teraz proszę odpoczywać.

-Dobrze..."

***

Czas- 0.25 sekundy
"-Szeregowy baczność!
Sierżant Smith, wiedziałem, że nie zapomnę tej gęby.
-Przejdziecie tutaj pełne szkolenie. Zostaniecie pilotem myśliwca.

Z całego tego szkolenia najbardziej chyba lubiłem przepustki. W czasie
jednej z nich poznałem Ją. Jakaż ona była piękna... Minęło kilka miesięcy,
postanowiliśmy się pobrać. Wszystko było przygotowane."

***

Czas- 0.21 sekundy
"Wybuchła wojna.
-Uwaga atakują, nie dajcie się chłopcy!
Co to była za bitwa, pamiętam. Pierwszy zginął Karl, później Tom, ale
wcześniej zestrzelił kilku drani.

-Bob, uważaj masz go na ogonie.

-Dzięki, spróbuję go zgubić.

Bob był moim najlepszym przyjacielem. Znałem go od czasu szkolenia na
pilotów. Mieliśmy wspólny pokój. Zawsze razem chodziliśmy na przepustki, to
dzięki jemu poznałem Ją.

Już prawie go zgubił, ale jeden celny strzał, wielki wybuch i już nie było Boba. Rozpacz i złość zakryły mi oczy, nie pamiętam ilu wrogów zestrzeliłem,
ale w końcu dopadli mnie, dwa miesiące niewoli, przegrana wojna. Cała planeta zniszczona,
ale na szczęście wcześniej ewakuowano cywilów, Ją też."




***

Czas- 0.17 sekundy

"Baza numer 128 w sektorze piątym. Tutaj Ją odnalazłem i tu osiedliśmy.

-Kochanie co dzisiaj na obiad?

-Usiądź, zupa z grzybami z naszej hodowli i mięsem z zamskiego węża.

-Wyśmienicie. Wziąłem dzisiaj wolne. Może pójdziemy do kina i obejrzymy
jakiś stary film.

-Paweł, przecież wiesz, że nie lubię starych filmów. Dwa lata jesteśmy razem
a Ty nadal chcesz mnie zaciągnąć na jakiś stary film. Możemy pójść na jakiś
nowy, ale nie dziś.

-Może polecimy na Zyx, wiesz ta planeta z ciepłymi jeziorami, dawno już nie
pływałem. Po drodze wpadniemy do twoich rodziców.

-Chcesz dokładkę?

-Nie, dziękuję. No to jak?

-Czy ja wiem? Widziałam się dzisiaj z Barbarą, mówiłam, że może wpadniemy na
siłownię. Dawno się z nimi nie widziałam a i Tobie nie zaszkodzi poćwiczyć.

-Niezła myśl. Dam tylko coś kotu. Kręci się po pokoju od kiedy przyszedłem,
jest jakiś nieswój dzisiaj.

Jak natura szczodrze obdarzyła zwierzęta, kot czuł, że zbliża się koniec.
Dlaczego nie polecieliśmy na Zyx, dlaczego poszliśmy na siłownię spotkać się
z przyjaciółmi, dlaczego?- przecież nie ma przeznaczenia, czyżby wygłaszając
wtedy na Ziemi
swe marzenie rzuciłem klątwę na całe swe życie?...

Pamiętam tę salę, była dość obszerna i dobrze uposażona. Było tam wielu
ludzi.

Była taka piękna, wysportowana, cud kobieta a w dodatku to ja byłem Jej
mężem. Czułem się wtedy chyba najszczęśliwszym człowiekiem we wszechświecie.
Teraz to uczucie jest mi tak odległe a zarazem tak bliskie.

-Nie zaczepiaj takiego ciężaru, możesz nadwerężyć ścięgna.

-Może masz rację. Patrz, przyszła Barbara z Johnym.

-Cześć John, co u was słychać, dawno się nie widzieliśmy.

-Masz rację, przytyłeś czy mi się zdaje?

-Po prostu dawno tu nie byłem, ale dzięki mojej wspaniałej małżonce zrzucę
dzisiaj trochę z mojej wagi.

-Mówię ci, powinieneś częściej tutaj wpadać. Zawsze to jakoś urozmaica czas.

-Będę na pewno. Komu chłodnego piwa z mojej lodóweczki? Kate, chcesz jedno?

To były ostatnie słowa jakie ode mnie usłyszała. Rozległ się dźwięk alarmu.
Potężny wybuch targnął bazą. Po chwili wtargnęli Kreoni- zawodowi piraci.
Pamiętam te ich zabójcze wyrazy twarzy, przerażone twarze ludzi będących w
sali. Nikt się
nie odezwał. Napastnicy otworzyli ogień. Próbowałem osłonić ją moim ciałem,
ale niezdążyłem. Promień lasera odstrzelił mi rękę i przebił Jej serce. Nie
cierpiała. Pamiętam, choć nie chcę. Straciłem przytomność. Gdy się obudziłem
panowała
głęboka cisza. Z ludzi, którzy byli w sali nikt nie przeżył. Wziąłem Ją w
ramiona, płakałem. Tkwiliśmy w tej pozycji do póki nie przybyła ekipa
ratunkowa- dwa długie dni. Pamiętam, ten straszliwy ból, ból w sercu. Stale
zadawałem sobie
pytanie: dlaczego Ona a nie ja? Dlaczego to nie ja umarłem? Kochałem Ją
najbardziej na świecie a Ona musiała odejść, nie mogłem tego znieść.

Szukałem śmierci. Pamiętam. Gdzieś w szpitalu podsłyszałem, że zawód, który
cieszy się największą śmiertelnością i największymi zyskami to skyfall,
zyski mnie nie obchodziły, wróciło marzenie z Ziemi. Powodem tej wysokiej
śmiertelności
byli piraci, głównie Kreoni. Za pieniądze z odszkodowania i z polisy Kate
kupiłem średniej wielkości statek towarowy. Tylko wśród gwiazd mogłem
znaleźć zemstę, spokój, śmierć, spełnienie ziemskiego marzenia."

***

Czas- 0.01 sekundy

"Moje odwieczne marzenie w końcu się spełni. Mamo, Tato, Przyjaciele z Ziemi
i z Amboru, moja najsłodsza Kate, w końcu się z wami spotkam... czas
najwyższy. Co za ulga..."



Stan statku- generatory uszkodzone, zniszczenie statku pewne w 100%...



Potężny wybuch, szczątki statku i jego pilota poszybowały we wszystkie
możliwe strony wszechświata. Jego marzenie się spełniło.

***

-Co za parszywa robota. Cały dzień poszukiwań i znaleźliśmy tylko czarną
skrzynkę z zapisami przelotów. On nawet nie wezwał pomocy, a ze skrzynki
wynika, że nigdy jej nie wzywał.

-Hej, komputer odszyfrował dane tego pilota, nie zgadniesz co o nim pisze...
Po pierwsze, to uczestniczył w obronie Amboru, dwa miesiące był w niewoli.
Wszyscy z jego eskadry zginęli. Później osiedlił się wraz z żoną w jakiejś
bazie
kosmicznej, która po dwóch latach została kompletnie złupiona przez Kreonów.
Wśród jedenastu tysięcy zabitych była jego żona. Nigdy byś nie zgadł kiedy
się urodził.

-Góra sześćdziesiąt lat temu.

-Człowieku, jeszcze nigdy się tak nie machnąłeś, urodził się w dwudziestym
wieku, czujesz? Kilka tysięcy lat hibernacji i zginął jak ostatni frajer.

Umarł tak jak marzył- wśród gwiazd. Czekał naprawdę długo żeby tak umrzeć.
Teraz już zawsze będzie szczęśliwy, będzie z Kate na wieczność.

-O! Komputer odkodował jeszcze jakiś zapis.

Wiadomość rozkodowana, data zapisu nie jest znana, domyślnie pochodzi sprzed
dnia katastrofy, włączam obraz, wiadomość:" Skoro oglądasz tę wiadomość to
wiedz, że moim marzeniem było tak umrzeć, marzenie to przygasło gdy poznałem
Kate, ale gdy odeszła ono znów powróciło. Moje marzenie się spełniło. Życzę
ci, który to oglądasz, aby i twoje się spełniło. Teraz jestem już
szczęśliwy." Koniec zapisu. Więcej danych nie znaleziono.