Alliance Wars    
  Numer 8 - październik 2009
Portal | Strona Zinu | Forum | Rekrutacja | Ekipa    
Felieton Kapłańska krucjata
autor: Króliczek, kategoria: Inne
1.
Przeżycia me dla potomności spisuję. Nie wiem, jak będzie wyglądał świat za kilkaset lat, ale przynajmniej żywo będę mogła przedstawić dzisiejszy świat przyszłym pokoleniom. Zacznę może najpierw od przedstawienia siebie, i swojej historii.

Rodziców nie znałam, porzucili mnie na progu świątyni Evy. Kapłani mną się zaopiekowali, oni też nazwali mnie „Muyhan”. Z powodu tego imienia nie raz i nie dwa mylono mnie z mężczyzną. Znajomi mówią do mnie „Muy”.

Początkowo byłam pilną uczennicą, bardzo chciałam zostać kapłanką. Pierwszą próbę przeszłam pomyślnie, zostałam Wyrocznią. Byłam bardzo chętna do pomocy innym, najczęściej obcym spotykanym na szlakach. W tamtym czasie dołączyłam do klanu sLt. Życie nie było usłane różami, mnie i moich klanowiczy dzieliła wielka przepaść doświadczenia. Ja dopiero się szkoliłam, oni już od dawna byli zaprawionymi w boju wojownikami, czy magami. Nie miałam im wiele do zaoferowania. Musiałam myśleć realnie, i starałam się znajdować takich samych żółtodziobów, jak ja. W klanowej Akademii sporo było kuzynów, pociotków i różnej maści bliższych i dalszych krewnych mych współklanowiczy. Czasem się z nimi wyprawiałam gdzieś, czasem z obcymi.

Pamiętam, że mniej więcej wtedy wnuczka pirata Zakena, Bonny, potrzebowała pomocy. Ktoś połasił się na skarby Pirata, a ten zamienił złodziei w świnie. Bonny ulitowała się nad nimi i poprosiła podróżników by pomogli jej odczarować biedaków. Nie pomogłam jej z dobrego serca, w tamtym czasie już się przekonałam, że dobre serce warto mieć tylko dla klanowiczów i sojuszników, inni zwyczajnie cię wykorzystają. Pomogłam jej, bo obiecała mi nagrody, tym więcej im więcej biedaków uratuję. Dostałam od niej jakieś zwoje z magicznymi błogosławieństwami, do tej pory nie użyte. Zostały mi też słodko wyglądające łuki. Czy coś jeszcze? Udało mi się wtedy nieco tych nagród sprzedać, wiec nie głodowałam.
No tak, nie wspomniałam o jeszcze jednej ważnej rzeczy. W tamtym czasie byłam związana z pewnym mrocznym. Wiecie, miłość jest ślepa, i tak dalej. Porzucił mnie.

Im bardziej zbliżałam się do momentu, w którym musiałam wykonać trzy zadania zlecone przez starszyznę, i zostać pełnoprawną kapłanką, tym mniej mnie potrzebowano, i tym częściej byłam zdana na własne siły.

Wszystkie te problemy sprawiły, że na długie miesiące zaszyłam się w leśnej głuszy, odcinając całkiem od świata, i porzucając klan i znajomych.

Gdy postanowiłam porzucić swoje dobrowolne odosobnienie, z nową werwą starałam się nadrobić swoje zaległości. Dołączyłam do klanu Heart Breakers. Wspierali mnie w moich staraniach, i dzięki nim zostałam kapłanką. Trudno mi coś więcej napisać o tamtych czasach, ale byłam szczęśliwa. W pewnym momencie dla klanu nadeszły gorsze czasy, i razem z innymi przenieśliśmy się do klanu Death Note.

W nowym klanie znaleźliśmy dom. Nic mnie stąd już nie ruszy. Klanowicze są wspaniali, choć niestety z większością nadal nie jestem w stanie polować, mimo że zdobyłam nieco doświadczenia.

Co udało mi się osiągnąć? Jedynie to, że podszkoliłam się nieco jako kapłanka. Kilkakrotnie brałam udział w walce z Orfen. Mój klan zdobył oreński zamek, oraz fortecę, choć mnie przy tym nie było.

Ostatnio znowu na kilka tygodni odcięłam się od świata. Gdy wróciłam, okazało się, że straciliśmy zamek, ale zdobyliśmy fortecę. Najważniejsze jednak, że mogłam wrócić do moich przyjaciół. Strasznie się za nimi stęskniłam.
Tyle mojej historii na dziś. Zobaczymy, co przyniesie jutro.

Obrazek
Kapłańska krucjata

2.
Bonny znowu prosiła o pomoc. Jej dziadek zamienił swą zdradziecką załogę w myszy. Tym razem również zapłaciła za mą fatygę, choć nie było tego wiele. Miałam ważniejsze sprawy na głowie niż uganianie się za gryzoniami.

W Dion poznałam młodą elfkę, która dopiero co zaczęła poznawać świat. Ujęła mnie swoją niewinnością i nieporadnością, postanowiłam więc roztoczyć nad nią opiekę. Na początek udzieliłam jej kilku rad na temat doboru kompanii, miejsc polowań i zarobku. Muszę przyznać, że jestem wielce rada z jej postępów. Na razie wróciła do domu próbując przetrawić wszystkie wrażenia. Wkrótce jednak na pewno znów zobaczę w Dion ją i jej jednorożca.

Ostatni tydzień był dla mnie bardzo ciężki. Każdą wolną chwilę spędzałam na giranskim rynku próbując dokończyć szycie szat Błękitnego Wilka. Z pomocą klanowiczów i sojuszników, którzy wsparli mnie zarówno materialnie, jak i zaoferowali darmowe usługi krawieckie, udało mi się osiągnąć mój cel.

Załączam rycinę na której jestem ja i Yuko (kapłanka Shilen), moja przyjaciółka od… no w każdym bądź razie z czasów Heart Breakers. Wiem, że tego nie przeczyta, ale jestem jej bardzo wdzięczna za wszystko.

Obrazek
Kapłańska krucjata

Nie chcę wyjść na próżną, ale w swoich szatach wyglądam ładniej, prawda?

Ach, przy okazji… gdy dwie kobiety się spotykają na pewno będą rozmawiać o strojach. Ja i Yuko nie poprzestałyśmy na tym, ale również przymierzałyśmy różne stroje. Miałam okazję przymierzyć kilka jej strojów, ale najbardziej spodobał mi się poniższy:
Obrazek
Kapłańska krucjata

3.
Dawno nie polowałam. Znaczy się, polowałam tylko po to by zdobyć materiały niezbędne do ukończenia tuniki. Dopiero teraz mogę spokojnie oddać się polowaniom, by szkolić moje umiejętności. Dlatego wczoraj i dzisiaj rzuciłam się w wir walki.

Wczoraj najpierw razem z Jaiyą, klanową Pieśniarką Zaklęć, eksterminowałyśmy nieumarłych na adeńskim cmentarzu. Moja rola sprowadzała się do pilnowania by potwory jej nie zatłukły, oraz by cały czas była w stanie rzucać zaklęcia. Było kilka gorących momentów, gdy rzuciła się na nią cała grupka, ale za każdym razem wychodziłyśmy z tego obronną ręką.

Później, tego samego dnia dołączyłam do klanowej wyprawy w Nekropolii Patriotów. Rycerz tym razem przybrał rolę Pana Wojny, ja i biskupina Booty miałyśmy ręce pełne roboty. Nie było lekko. Ale działanie ręka w rękę zbliżyło nas do siebie.

Obrazek
Kapłańska krucjata

Planujemy już wspólne wyprawy, tylko we dwie, do Szczeliny Wymiarów. Ale wracając do tamtej wyprawy, w pewnym momencie w Nekropolii pojawił się posiadacz przeklętych mieczy Zariche. Latał w tę i we w tę, po naszym korytarzu, a za nim potwory i osoby próbujące go zabić. Było to zabawne, nie przeszkadzało nam ani trochę, i przynajmniej Rycerz nie musiał się uganiać za potworami co chwila.

Obrazek
Kapłańska krucjata

Dzisiaj nie poszło mi zbyt dobrze. Miłe złego początki, powiedziałabym. Miłe, bo pomagałam znajomej w walce pod Goddard. Szło nam świetnie, ale konkurencja była tam spora. Namówiłam ja na wyprawę z moimi klanowiczami i sojusznikami (okresowo dołączał do nas przypadkowy Poszukiwacz), do Katakumb Wiedźmy. Nie udało nam się (mi i Booty) utrzymać przy życiu członków drużyny. Szkoda pisać nawet, Booty jako jedyna ocalała pogrom, po czym zaraz postawiła nas na nogi.

Później wieczorem poszłam z klanowym Suzerenem, Gladiatorem i jakimś przypadkowym Niszczycielem, do innych katakumb, czy tam nekropolii. Nie było źle, radziłam sobie dobrze, chociaż… nie zarobiłam absolutnie nic. Zarobek poszedł całkowicie na pokrycie kosztów rudy, potrzebnej mi do leczenia. Staram się jednak zauważać pozytywne strony tego: przynajmniej zebrałam nieco starożytnej adeny, oraz doświadczenie tam zdobyte pozwoliło mi w końcu przekonać starszyznę, że jestem gotowa na kolejny etap nauki. O tym czego nowego się nauczyłam, napiszę innym razem.

A na sam koniec rycina przedstawiająca mnie i Booty w Wiosce Łowców:

Obrazek
Kapłańska krucjata


4.
Wiem, że miałam napisać o tym, czego się nauczyłam ostatnio, ale po chwili namysłu, zdecydowałam, że nie ma zbytnio o czym. Ot, kilka nowych błogosławieństw poznałam.
Pisałam wcześniej o pewnej elfce, Ranadiel się zwie. Ukończyła naszą Akademię, i już jako Przywoływaczka dostała przeniesienie do jednostki Strażników. Ogarnął ją tam szał zabijania. Każdą wolną chwilę poświęca na polowania, i trenowanie pisklaka . Idzie jej to zdecydowanie lepiej niż mi. Mi szło na tyle kiepsko, że musiałam swojego pisklaka podrzucić komuś innemu.
Ostatnio czas dzielę między polowanie, handlowanie (udało mi się sprzedać m.in. błogosławione zwoje ucieczki, które dostała od Bonny swego czasu, oraz Kamienie Życia), oraz oblężenia fortec.
Razem z klanowiczami oblegałam już dwukrotnie fortecę Narsell, niedaleko Koloseum. Wspaniała sprawa, zapisujemy się na oblężenie, i już po godzinie wyruszamy pełną drużyną. Nie przeżyłabym tych wypraw, gdyby nie obecność naszej Kardynał, Nadii. Swoją drogą to ciekawa sprawia z nią, najpierw została Hierofantką, potem również panią Kardynał. Ukochała sobie posługę kościelną, zdaje się. Strażnicy fortecy są jeszcze zbyt silni dla mnie, ale nie byłam całkowitym darmozjadem, któremu trzeba ciągle ratować tyłek. Moje mizerne umiejętności leczenia, ale przede wszystkim błogosławieństwa, przydały się klanowiczom.
Często oblegamy różne fortece, by zdobyć pagony rycerzy. To dobry sposób na zarobek. W tej chwili jedna sztuka, zdaje się, kosztuje około 60 tysięcy adena. Pagony wymienia się na różne rzeczy typu bielizna (zapewniająca dodatkową ochronę, cenna zwłaszcza gdy wzmocniona przynajmniej czterokrotnie), bransolety i talizmany (których słabsze wersje można kupić w sklepie zaopatrzeniowym w Giran), czy akcesoria. Bielizna może kosztować nawet kilkaset pagonów, co przekłada się nawet na kilkadziesiąt milionów ceny rynkowej. Żeby wymienić pagony na powyższe rzeczy należy porozmawiać z odpowiednim człowiekiem w fortecy, albo w zamku.

W chwili obecnej mamy fortecę Bayou. Jeśli inny klan jej nie odbije, to będziemy w jej posiadaniu przez 3 dni. Użyteczność? Dodatkowe błogosławieństwa i teleporty. Nasz domek klanowy jest w Dion, więc forteca w okolicach Aden jest niewątpliwie przydatna. Niestety, na moje ulubione miejsce samotnych polowań – Cmentarz – nie zostanę przeniesiona z fortecy. W walkach w lochach fortecy nie uczestniczyłam jeszcze, więc trudno mi się na ten temat wypowiedzieć. Oblężenia traktuje raczej jako szansę zarobku, wszelkie inne bonusy są po prostu bonusami.

Poza oblężeniami fortec brałam również udział w oblężeniach zamków. Obleganie Rune było nudne, nie robiłam nic poza błogosławieniem klanowiczów i sojuszników raz na jakiś czas. Przy oblężeniu Schuttgartu miałam okazję bardziej się wykazać. Poza błogosławieństwami przed bitwą, leczyłam moich klanowiczów w trakcie jej trwania. Przynajmniej wtedy, kiedy byłam w stanie. Nie raz i nie dwa w ułamkach sekund magia obrońców powaliła mnie na ziemię. Ranadiel również uczestniczyła w tym oblężeniu, chociaż ona i jej jednorożec robili za mięso armatnie. Cóż, wszystko na chwałę klanu!

Na sam koniec, zamieszczam rycinę przedstawiającą mnie i Ranadiel na wieży w fortecy Narsell.

Obrazek
Kapłańska krucjata