Obudziłem się o świcie. Pierwsze promienie słońca zalały me oczy, które zaczęły piec boleśnie. Błyskawicznym ruchem ręki, złapałem za sznurek dyndający obok mej głowy i szybko pociągnąłem go w dół. Żaluzje opadły wolno i bezgłośnie. Mrok. Przyszło mi w nim żyć i pewnie w nim umrę. Jest częścią mojej egzystencji już od najmłodszych lat. Dziś mam trzydzieści cztery wiosen i nadal się w nim pławię. Tańczę w promieniach ciemności, tak jak zwykli ludzie robią to w świetle słońca. Moje oczy są w stanie znieść jedynie blask księżyca oraz monitora od komputera.
Podrapałem się po moim parodniowym zaroście. Swędziało jak cholera. Wcześniej jakoś nie miałem czasu się nim zająć. Lecz teraz, gdy mój PC pobierał najnowsze łatki do World of Absurd stwierdziłem, że czas zrobić z tym porządek. Kto wie, kiedy znowu nastąpi taka okazja? Może za tydzień, może za dwa? Spojrzałem na niebieski pasek, który wolno przesuwał się do przodu. Liczba obok mówiła 98.6%. Przy moim łączu 4mb/s dojście do 100% zajmie tylko pięć minut. Mam mało czasu. Czy się wyrobie? 98.7%. Cholera, jak wiele sekund zmarnowałem na podjęcie decyzji. Nie, nie zdarzę się ogolić.
A jednak postanowiłem to zrobić. Jestem ryzykantem. Nie na darmo nabiłem maksymalny level w dwie noce. Zerwałem się z krzesła i biegiem rzuciłem się do drzwi. Po drodze potknąłem się o stertę „czegoś” i upadłem. Nie wiem, co to było. Wynoszenie śmieci jest nieopłacalne. Wszystko więc składuję na jedną kupę, która teraz urosła do niewyobrażalnych rozmiarów. Kartony po pizzy, talerze, szklanki, papierki, ciuchy (już ich nie noszę), butelki, puszki ( redbull) i inny stuff zalegał w pokoju. Zanotowałem w mózgu, że przy następnym updtejcie gry, muszę to wszystko wyrzucić.
Podniosłem się na nogi i ponownie ruszyłem w kierunku drzwi. Nacisnąłem klamkę i cicho wychynąłem na zewnątrz. Na korytarzu było pusto. Mama jeszcze spała, a ojciec już dawno zmarł. Na łożu śmierci powiedział mi: „Synu, dbaj o matkę”. Dlatego też nie wyprowadziłem się z rodzinnego gniazda. Zostałem w domu, żeby być przy niej. Mogłem przecież iść na studia i zadbać o wykształcenie. Gdybym tak zrobił, to dziś pewnie byłbym jakąś wielką rybą. Ale ja mam serce i nie w głowie mi takie płaskie, plastikowe życie.
Napomniałem się na tym, że ponownie tracę cenne milisekundy na niepotrzebnych rozmyślaniach. Łazienka była tuż tuż. Uruchomiłem tryb skradania.
Podrapałem się po moim parodniowym zaroście. Swędziało jak cholera. Wcześniej jakoś nie miałem czasu się nim zająć. Lecz teraz, gdy mój PC pobierał najnowsze łatki do World of Absurd stwierdziłem, że czas zrobić z tym porządek. Kto wie, kiedy znowu nastąpi taka okazja? Może za tydzień, może za dwa? Spojrzałem na niebieski pasek, który wolno przesuwał się do przodu. Liczba obok mówiła 98.6%. Przy moim łączu 4mb/s dojście do 100% zajmie tylko pięć minut. Mam mało czasu. Czy się wyrobie? 98.7%. Cholera, jak wiele sekund zmarnowałem na podjęcie decyzji. Nie, nie zdarzę się ogolić.
A jednak postanowiłem to zrobić. Jestem ryzykantem. Nie na darmo nabiłem maksymalny level w dwie noce. Zerwałem się z krzesła i biegiem rzuciłem się do drzwi. Po drodze potknąłem się o stertę „czegoś” i upadłem. Nie wiem, co to było. Wynoszenie śmieci jest nieopłacalne. Wszystko więc składuję na jedną kupę, która teraz urosła do niewyobrażalnych rozmiarów. Kartony po pizzy, talerze, szklanki, papierki, ciuchy (już ich nie noszę), butelki, puszki ( redbull) i inny stuff zalegał w pokoju. Zanotowałem w mózgu, że przy następnym updtejcie gry, muszę to wszystko wyrzucić.
Podniosłem się na nogi i ponownie ruszyłem w kierunku drzwi. Nacisnąłem klamkę i cicho wychynąłem na zewnątrz. Na korytarzu było pusto. Mama jeszcze spała, a ojciec już dawno zmarł. Na łożu śmierci powiedział mi: „Synu, dbaj o matkę”. Dlatego też nie wyprowadziłem się z rodzinnego gniazda. Zostałem w domu, żeby być przy niej. Mogłem przecież iść na studia i zadbać o wykształcenie. Gdybym tak zrobił, to dziś pewnie byłbym jakąś wielką rybą. Ale ja mam serce i nie w głowie mi takie płaskie, plastikowe życie.
Napomniałem się na tym, że ponownie tracę cenne milisekundy na niepotrzebnych rozmyślaniach. Łazienka była tuż tuż. Uruchomiłem tryb skradania.
Bardzo cicho i wolno przemknąłem pod sypialnią rodzicielki. Pięć metrów dalej znajdowała się toaleta, a tam pianka do golenia i moja maszynka Xtreame 3. Jeszcze parę kroków i udało się! Pierwsza część zadania wykonana. Przekręciłem klucz w zamku i zabrałem się do porannej toalety. Wszystko robiłem po ciemku, więc nie miałem pewności, że się nie zatnę albo co gorsza, zranię w opuszkę palca. Jeszcze parę ruchów… i gotowe! Resztkę białej mazi zmyłem zimną wodą. Poczułem pieczenie w paru miejscach, co świadczyło o tym, że krwawię. Zignorowałem ból i postanowiłem czym prędzej wrócić do własnego pokoju. Przed wyjściem z toalety omiotłem pomieszczenie wzrokiem. Kibel. Cholera, zapomniałem oddać mocz. Że też musiałem spojrzeć akurat w tym kierunku! Teraz myśli o pełnym pęcherzu nie dadzą mi spokoju. W locie zdjąłem szorty i podniosłem klapę. Wysikałem się najszybciej jak potrafiłem. Gdy już skończyłem spłukałem wodę, i w końcu wyszedłem z toalety. Już nie było czasu na ciche przemknięcie. Ile sił w płucach przemierzyłem dzielące mnie od drzwi metry. Gdy znalazłem się w środku odetchnąłem z ulgą, bowiem w tym momencie na korytarz wyszła moja mama. Zbliżyła się do mojego pokoju i zapukała do drzwi. Mocne wibracje przeszły po drewnie, aż do mojej dłoni, którą ciągle trzymałem na srebrzystej klamce.
-Synku, już wstałeś? - Zapytała swoim ciepłym, lekko drżącym głosem.
-Tak - krótko odpowiedziałem.
-Mogę wejść?
Zbiła mnie z tropu. Po co chce tu wchodzić? Może ma zamiar zdobyć to miejsce? To coś jak oblężenie? A co wtedy? Mord? A może się mylę i ona ma przyjazne zamiary?
-Nie - znowu krótka odpowiedź. Takie są najlepsze.
-Dobrze. - Zdawało mi się, że w jej głosie słyszę zawód. A więc jednak! Ona chciała zrobić coś złego. - Śniadanie zostawię pod drzwiami, tak jak zwykle.
Odeszła, a ja już nic nie mówiłem. Zmęczony usiadłem na swoim tronie i pozwoliłem moim myślą błądzić po zakamarkach umysłu. Jak długo już żyję w tym ukryciu? Ile jeszcze czasu będę musiał przeciwstawiać się temu okropnemu światu? Jedno jest pewne. Nigdy się nie poddam. Zawsze będę walczył do samego końca. Spojrzałem na monitor. 100%. Czas grać.
-Synku, już wstałeś? - Zapytała swoim ciepłym, lekko drżącym głosem.
-Tak - krótko odpowiedziałem.
-Mogę wejść?
Zbiła mnie z tropu. Po co chce tu wchodzić? Może ma zamiar zdobyć to miejsce? To coś jak oblężenie? A co wtedy? Mord? A może się mylę i ona ma przyjazne zamiary?
-Nie - znowu krótka odpowiedź. Takie są najlepsze.
-Dobrze. - Zdawało mi się, że w jej głosie słyszę zawód. A więc jednak! Ona chciała zrobić coś złego. - Śniadanie zostawię pod drzwiami, tak jak zwykle.
Odeszła, a ja już nic nie mówiłem. Zmęczony usiadłem na swoim tronie i pozwoliłem moim myślą błądzić po zakamarkach umysłu. Jak długo już żyję w tym ukryciu? Ile jeszcze czasu będę musiał przeciwstawiać się temu okropnemu światu? Jedno jest pewne. Nigdy się nie poddam. Zawsze będę walczył do samego końca. Spojrzałem na monitor. 100%. Czas grać.
